Zrozumiałem…

Zrozumiałem…

Wszystko zaczęło się w chwili narodzin mojej córki 01.12.2007 – córeczka przyszła na świat za pomocą próżnociągu i bez akcji serca. Miała kolor dojrzałej śliwki.
Pamiętam i nigdy nie zapomnę słów wypowiedzianych wtedy na głos – „Boże oddaj mi to dziecko, a ja Cie
znajdę”. I serduszko małej Nadii zaczeło bić, skóra nabrała kolorów a słychać było upragniony krzyk dziecka zwiastujący poprawną pracę płuc. Córeczka dostała 9/10 pkt Apgar. Lekarze powiedzieli, że nie potrafią tego wytłumaczyć, ale lepiej nie umieszczać takiej informacji w książecce zdrowia, bo będziemy mieć problemy z koniecznością masy badań. To była najmniej ważne – najważniejsze było dziecko i to, że miałem przekonanie, że jak nie dotrzymam słowa to Bóg odbierze mi dziecko. Przeczytałem Pismo Święte – niesamowite – Bóg opisany na kartach Biblii, był zupełnie innym Bogiem niż ten w którego wierzyłem (chociaż wiara to za duże słowo).

Wiedziałem, że z moim katolicyzmem jest coś nie tak… po rozmowie z księdzem i jego tłumaczeniem, że
Ojcowie Kościoła pozmieniali to i owo zorientowałem się, że to nie z moim katolicyzmem jest coś nie tak, a to katolicyzm jest coś nie tak :) No i tak postanowiłem poszukać ludzi którzy nie tworzą Boga, a wiedzą że są stworzeni przez niego. Pomodliłem się wtedy poraz pierwszy w życiu świadomie wiedząc co chce. I Pan przysłał mi do domu Świadków Jehowy (spokojnie, Chrystus Bóg wiedział co robi – a wy sie zaraz dowiecie). Wszystko pięknie….wszystko wytłumaczone…. narysowane…. racjonalne…. poukładane…. Jezus był i owszem ale obdarty z prawdy (wtedy tego nie dostrzegałem), był Bóg Ojciec (YHWH) i był Duch Święty (czynna moc Boga). Byli ludzie wydający owoc… było poczucie misji (ewangelizacji)… był niestety też fałsz w postaci nauk ludzkich (towarzystwo), no i poczucie, że z wiary robi się rozum, że Boga da się zrozumieć i pozna… Już miałem zostać Głosicielem Królestwa Bożego (te nazwy takie dumne!!!) ale oczywiście się pomodliłem tak jak wtedy umiałem do Boga Ojca używając imienia Jehowa, ale Jemu to nie przeszkadzało – wiedział co i jak zanim ja się dowiedziałem, znał moje pobudki więc odpowiedział. Pomodliłem się o to by mi dał znać czy tego właśnie chce odemnie…. garnituru, teczki, sterty czasopism i kłótni z Żoną (Żona miała przekonanie, że Ci ludzie całkowicie są zwiedzieni, bedąc w tym czasie „dziwnym bo prawdziwie wierzącym katolikiem”).

Zasypiałem już jak usłyszałem głos „czytaj Jana”, więc modle się dalej „jakiego Jana” i znowu odpowiedź „czytaj Jana”. Pozostał mały problem – brak czasu, o czym powiedziałem Bogu „ale kiedy mam czytać…. albo Żona coś chce, albo Nadia coś chce… albo telewizor coś chce”. Bóg rozwiązał ten problem, ni z tąd ni z owąd zadzwonił do mnie przełożony informując mnie (pracuje w mundurze Służby Więziennej), że musi mnie przesunąc na miejsce pracy, gdzie będę miał czas 12 godzin dziennie czytać (wieża wartownicza). Cały radosny powiedziałem „dzięki Panie”, kierownik myślał, że to do niego i do teraz mam awanse i przywileje. Przeczytałem Jana – wszystko Jana, ewangelie, listy i objawienie… zrozumiałem, że Jezus Bogiem jest… że jest moim Zbawcą i obrońcą… że to moje grzechy spowodowały że Rzymianie na polecie Żydów wyrywali mu kawałki ciała podczas biczowania, że moje grzechy przykuły go do krzyża, że dla mnie i za mnie poniósł taką śmierć. Postanowiłem przeczytać Pismo Święte jeszcze raz… wypunktować sobie w co wierze na podstawie Pism… i potem znaleźć ludzi, którzy wierzą podobnie… tak zrobiłem. Znalazłem takich ludzi w Kościele Zielonoświątkowym, okazało się, że starszy zboru mieszka obok mnie… poznałem go i jego rodzinę… poznałem owoce jego wiary, zaczołem uczęszczać na nabożeństwa… pomyślałem o chrzcie Duchem Świętym… Pragnienie, modlitwa…. nałożenie rąk…. i stało się wkrótce Pan obdarzył mnie błogosławienstwem Ducha Świętego – popłyneła modlitwa Ducha do Boga w niezrozumiałych językach… coś czego nie da się udowodnić a przecież jest… coś co upewnia mnie, że się nie pomyliłem… że odnalazłem Boga… a raczej On pozwolił mi się znaleźć… że On mnie znalazł…

Po drodze mały problem z Małżonką, jak ja mam jej powiedzie , że znalazłem prawdę, że Duch Święty mi ją pokazał… przecież na pewno powie „wczoraj Świadkowie, dzisiaj Zieloni, daj mi spokój… za tydzień będzie kto inny”. To co dla mnie stanowiło wielki problem dla Boga było błachostką… moja Żona ma swoje świadectwo więc sama o nim będzie opowiada… powiem tylko tylko że wspólnie przyjeliśmy chrzest wiary 28.12.2011 roku. Dziękuje Jezusowi za to że zamieszkał u nas w domu. Tylko pozostał pewien problem… dlaczego Bóg przeprowadził mnie przez Swiadków Jehowy…. o co chodziło Stwórcy w tym planie… Modlitwa, Modlitwa, Modlitwa i już wiem… Bóg pokazał mi, że Ci ludzie są dobrzy (jak Nikodem) wszystko robią (nikt kto chce zostać Świadkiem Jehowy nie jest złym człowiekiem), ale oni nie znają Jezusa, nie znają Ducha Świętego… Szatan ich wiezie autostradą do piekła, wykorzystał sytuację, przebrał się i zwodzi tych ludzi odcinając ich od Prawdy i wiem co ja mam robić… pomóc im… co zamierzam zrobić… taką służbę chce ofiarować mojemu kochanemu Jezusowi, tak chce mu podziękować ku chwale Boga. Rozmowa ze starszymi zboru w tej sprawie spotkała się z ich akceptacją… poszukałem na internecie czy jest ktoś kto to już robi – znalazłem Was… I tu prośba o kontakt… o pomoc… i jak widzicie mnie u siebie… czy możemy coś wspólnie zdziała … czy mogę się dołączyć do Was… jakkolwiek…

Pozdrawiam serdecznie – K. Bartłomiej

Podziel się

Dodaj komentarz