problem piętnastolatki

problem piętnastolatki

Bezkompromisowy „kaznodzieja”, nieulegający zmianom politycznym, społecznym, kulturowym… Zawsze głosi tak samo mocno. Nie ma ani gorszych, ani lepszych dni, nigdy nie łapie „doła”, choć przeciwników ma sporo. Nigdy się kalkuluje… Skutecznie przenika do szpiku kości i zmienia życie ludzi, niezależnie gdzie i kim byli. Pismo Święte – nasz „drukowany, bezkompromisowy kaznodzieja” zmienia życie kolejnej osoby.

Zapraszamy do krótkiej, ale mamy nadzieję – inspirującej lektury.

Problem piętnastolatki

Moje życie było całkiem w porządku. Dobrze się uczyłam, miałam koleżanki, normalną rodzinę. W niedziele chodziłam z mamą na msze do kościoła, mówiłam pacierz… Wszystko ok., prawda? Potem nadszedł czas, kiedy prawie przestałam się modlić. Miałam około 14 lat.
Dorastanie, szukanie pasji, jakiegoś celu, sensu życia, własnej drogi. I nic. Pusto. Byłam nieposłuszna rodzicom – zawsze miałam z tym problem. Doszłam do wniosku, że jestem niepotrzebna, tylko krzywdzę innych ludzi. Bałam się, czułam, że coś jest nie tak i obawiałam się tego, co może przyjść do tej mojej pustej głowy. I to pytanie: „Boże, po co Ty mnie w ogóle stworzyłeś?!”. Wypowiedziałam je tylko raz, ale chodziło za mną wszędzie, było zawsze gdzieś głęboko w sercu.
Zaczęłam prosić Boga, żeby mnie poprowadził, żeby mnie wyciągnął z mojego młodocianego bagna. Po kilku miesiącach pojawiły się poważne problemy z babcią i różne inne pomniejsze trudności. Wtedy zaczęłam się modlić z ciocią i jej całym domem o Bożą pomoc w tej trudnej sytuacji. Widziałam, widziałam, jak Bóg odpowiada na modlitwy. Pan Jezus mnie umacniał. Czytałam chrześcijańskie książki i pierwszy raz w życiu naprawdę zapragnęłam Słowa Bożego. Powoli się budziłam. W moim życiu zaczynało świecić jakieś światło, takie prawdziwe.
Pamiętam, był 1 sierpnia 2012 roku, świeciło słońce, byłam już wtedy piętnastolatką. Czytałam książeczkę Johna Scotta „Jak stać się chrześcijaninem?” i znalazłam w niej odpowiedź na pytanie, które nurtowało mnie od bardzo dawna. Dlaczego Jezus na krzyżu zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – tego nie potrafiłam zrozumieć. W tej malutkiej, niepozornej książeczce napisano, że Bóg, który jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności, nie mógł mieć społeczności z ciemnością, nawet, jeśli był nią ogarnięty Jego własny Syn. Mając czyste oczy, nie mógł patrzeć na zło, musiał odwrócić swoją twarz. Jezus poniósł nasze grzechy na swoim ciele na drzewo krzyża, w ostatnim tchnieniu rzekł z triumfem: „Wykonało się!”, to znaczy, że dzieło zbawienia zostało wykonane. Dla mnie, dla Ciebie i dla wszystkich ludzi.
Gdy przeczytałam to wszystko, Jezus dosłownie rzucił mnie na kolana swoją miłością. Ile On zniósł dla mnie! Nikt inny tak bardzo się dla mnie nie poświęcił, dla nas. Nigdy w życiu tak nie płakałam. Błagałam Chrystusa, aby mi wszystko przebaczył, aby dał mi nowe życie. Oddałam Bogu swoje życie, siebie samą. W tej chwili rozlało się we mnie jakieś niezwykłe ciepło, wielka miłość i poczucie przebaczenia wszelkiego zła. Wiedziałam, że Jezus mnie przyjął i nie odrzucił precz. Pokochałam Go całym sercem.
Mijał czas, a modlitwa przestała być już tak pasjonująca. Upadałam, a Jezus mnie znów podnosił. Tak było jeszcze wiele razy. Ale teraz jestem zdecydowana. Powiedziałam sobie: to był ostatni raz, kiedy oddaliłam się od Boga. Moja wiara nie może być jak kolejka górska. Jestem pewna, że Duch Święty mi

pomoże. Mój Jezus karmi mnie swoimi słowami, uczy, utwierdza, umacnia, napomina, upewnia o nieskończonej miłości. Wiem, że jest przy mnie zawsze, że żyje w moim sercu.
W prawdziwym zrozumieniu Ewangelii pomógł mi przewodnik „Odkryj Życie” do którego zaprosiła mnie moja ciocia. Niektóre kwestie w Ewangelii mogłyby pozostać niezauważone, ale pytania w przewodniku zwracają uwagę na te kluczowe wersety. Teraz czytamy razem Nowy Testament, wspólnie się modlimy, trzymając się za ręce. Jest bardzo cierpliwa dla mnie, tłumaczy mi różne kwestie, przypomina, czasami zadaje ważne pytania. Bóg przez ciocię pokazuje mi często, jak w przyszłości mam prowadzić innych do Pana Jezusa.
Biblia jest pokarmem dla mojego ducha. Parę razy zaniedbałam czytanie Słowa Bożego i pamiętam, jakie były efekty – smutek, tęsknota, poczucie oddzielenia od Boga, chwiejność. Pismo Święte jest listem miłosnym od kochającego Pana. Przez czytanie z wiarą poznaję Boga. Bardzo ważne jest, żeby dać się prowadzić Duchowi Świętemu, bo tylko On może mi pokazać znaczenie Słowa Bożego. Jezus chce mieć ze mną głęboką relację, niezmąconą społeczność. Ja niestety wiele razy przeszkadzałam Mu w tym, kiedy się nie modliłam i nie czytałam Biblii. Przecież to tak, jakbym mówiła mojemu Panu: „Nie chce mi się z Tobą rozmawiać”. Wiem, że tak nie mogę, że Bóg tego nie chce. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. To jest chyba mój najukochańszy werset z Biblii, bo w nim jest opis Chrystusa. To fakt, że On jest życiem. Bez Jezusa nie da się być szczęśliwym.
Zauważyłam ostatnimi czasy, że zostałam przez Pana Boga uwolniona od kompleksów i braku akceptacji samej siebie. Jestem, jaka jestem. Jestem dziełem Stwórcy. Już nie nadużywam Imienia Bożego. Nie jestem niewolnicą seriali. Od dawna nie pokłóciłam się z rodzicami tak „porządnie”, tj. od momentu pójścia za Jezusem. Chwała Panu, bo On mnie uratował! Wiem, że mój Bóg wskaże mi właściwą drogę, wskaże mi, jak mam Mu służyć (Psalm 32, 8). Jestem Jego i On – mój Jezus – jest dla mnie najważniejszy, jest sensem mojego istnienia, najlepszym przyjacielem i największą miłością.

Laura

Podziel się

Dodaj komentarz